inteligent blog

Twój nowy blog

Nawyki sa oporne na zmianę poniewaz są:
zakorzenione (automatyczne, przyjemne)
niestabilne w czasie
wzajemnie niezalezne

Zmiana nawykow zdrowotnych – zmiana postaw – zaklada, ze informacja (WIEDZA) o negatywnych skutkach zlych nawykow motywuje do ich zmiany w pozadanym kierunku.

Podejscie procesualne definiuje podatnosc na nalogi jako brak zasobow umozliwiajacych radzenie sobie ze zlym nawykiem. Uwaza, ze dzialanie musi byc chronione, tak by nie zostalo przerwane i przedwczesnie porzucone. Potrzebna jest metaaktywnosc poznawcza (wewnetrzny dialog, koncepcja siebie) i wsparcie.
—===—
no i ‚how to’ poradnik trzy-cztery:
Habits are automatic behaviors that can be changed with patience and persistence.
1. Decide how serious you are about breaking the habit. In addition to a strong commitment, you’ll need time and energy to pay attention to your behavior so that you can change it.
2. Keep track of when you do the behavior. Keep a notepad or journal handy.
3. Write down when it happens (what is the situation) and what you were thinking and feeling. Writing increases your awareness of when and why you have this habit.
4. Read and think about what you write down. What does this habit do for you? Is it a way to deal with feelings of boredom, anxiety, stress, anger?
5. Think of what you could do instead of the habit that would be a more positive way to deal with the feelings or situation. Write down some simple alternative behaviors that you could do instead. Pick one you want to practice.
6. Try to catch yourself when you find yourself doing the habit and stop yourself as soon as you can. Start the alternative behavior you decided you wanted to do instead.
7. Aim to do this once a week and increase the number of times per week over time. The more you practice a new behavior, the more it becomes the new habit.
8. Get support from others by letting them know you are working on the habit and telling them what they can do to help.
Tips:
-Be patient with yourself. Habits are so automatic and unconscious we don’t realize we are doing it until we are already doing it!
-Be kind to yourself. Beating yourself up is another bad habit to be broken.
—==—
„powrót taty”, a „inwazja barbarzyńców”.
bo z nią to zawsze było tak, że igraliśmy z konwencją,
a nasze słowa zwykły uprawiać dziki seks odsłaniając przed nami niebiosa usłane mądrością ponad wszelką intonację nabijaną w butelkę.
i że jak nie merda się ogonem na jej widok to wpada w histerię. przecież żaden pies, nawet i najwierniejszy nie szczerzy myśli ze szczęścia 24/7.
a i tak to co najbardziej widać to po słowach rany.
te, które się nie zabliźnią.
no i w uszko me rozerotyzowana podgryza mnie myśl, że she called me her bad habit, and for a short moment there I felt she was just right about us.
oszkurwa może być, tylko cicho-sza!
jako pragmatyk i realista przedkładam interesy ponad osobiste porachunki.
tylko jaki w tym interes?
niemały raczej.
tzn. planowanie wspolnego zycia itede. (??)
jak ktoś coś chce to zapraszam z używkami do mnie, a nakreślę jak to wygląda życie usrane różami, przy okazji ósmy cud swiata, czyli nie-byłe-epitafium.
natalizm. i fajnie jest znowu kochać i być kochanym.
taa..

w wyidealizowanym padole
niczym nieskrępowanej samotni, stoję.
dotykam się tu i tam.
z kimś, którąś, którymś, stoję.
poranne wzwody
należą tylko do mnie
nie ma komu wyrażać uczuć
w pozycji ‚śniadanie do łozka’.

noc zawsze będzie moja
a jednak ukradziona.

bo niektórzy nie jadają śniadań.

z dna.

3 komentarzy

Już mi Gzegorz mówi, że książka może być, że ujdzie. Jak już chcą pisać o mnie ksiażkę, jak już myślą, rozkładają plan na czynniki pierwsze, wywiady z dominującym tematem kobiet planują, to ja czuję, o tak!, że to może okazać się klasyczną psychoanalizą. No ale po co mi te pytania? Po co Wam wszystkim te pytania? Życie przecieka mi przez palce. Nie umiem uciec od swoich pragnień. Nie kocham już siebie?
Jest jedna rzecz na świecie, w której mogłbym się zatracać godzinami: milczenie.
Nie lubię telefonów komórkowych. Telefonów ogółem nie lubię.
Dni za szybko mijają. Urodziny. Znowu..
Dobranoc.

destrukcja

2 komentarzy

potrzeba istnienia coraz slabsza.
gdy znowu pojawiaja sie odsuniete przeze mnie niegdys wszelkie emocje, nie jestem w stanie zrozumiec samego siebie. niby wszystko wiem, niby rozumiem, niby sobie interpretuje. z pozycji psychologa umiem się. ale nic to, na nic to, gdy nie umiem nawet szukac w ludziach oparcia. nie wierze, nie ufam, mam sklonnosci paranoidalne. a nawet jak ufam, to nie chce mi sie, bo co nowego moge uslyszec. wszystko rozumiem przeciez. poza tym nie chce do tego wracac, przeciez to boli. przeciez mowiac o tym, czuje sie to i przezywa na nowo. powinienem isc dalej. tylko skąd mapa?
nie wiem czy powinienem rozmawiac z moja byłą, nie wiem czy to może pomóc, czy to może zdystansować do nienawiści.

to ja sie z nia rozstalem, to ja zaluje ze tak pozno, to ja zaluje, ze na tyle jej pozwolilem. to ja zaluje, ze tak ja kochalem. ostatnio czytalem nasze smsy, jedyne chyba pisemne swiadectwo mogace namiastkowo odzwierciedlic to jak sie czulismy. czytalem, nie mogac zrozumiec JAK MOGŁEM. jak mogłem tak ja kochac. swiadome czy nie, ale owszem jej manipulacje, techniki, neurolingwistyczne programowanie, kotwiczenie, ach, och. bylem jej osobistym zbawca, ratujac jej swiat czulem, ze ratuje caly. czulem sie taki potrzebny. myslalem, ludzilem sie, ze dajac jej milosc wylecze jej bol po tym jak zostawil ja ojciec. jej borderline personality disorder wygral ze mna. ciagle przechodzenie od skrajnej milosci do skrajnej nienawisci. czytalem jak postepowac, wszystko chcialem wiedziec, dawalem jej skrajnie silne poczucie bezpieczenstwa. uzaleznila sie ode mnie. od mojej obecnosci. nie mialem swojego zycia. jechalem do rodziny na weekend i cierpialem przez bol jaki wtedy czula i przelewala na mnie w slowach pelnych zlosci, agresji, majacych zatuszowac jej smutek. znienawidzilem telefony. tyle bolu, tyle niezagojonych ran po sobie zostawila.

jest mi smutno. jest mi zle. normalnie pojsc i posluchac dennych kulkidsów, zaczac palic, zaczac pic, nalogowo przeklinac. bo ambicje i cele trzeba miec.
czy szczescie jest az tak nieosiagalne?
czemu gdy tylko probuje sie je zlapac, to ono chce sie podstepnie wymknac, nie trzaskajac nawet drzwiami? czemu jest tak malo wyrozumiale? czemu ja nie mam sil gonic szczescia?

kiedy piszesz w durnym opisie na gg, ze nigdy nie dostaniesz wielkiej milosci, chce mi sie plakac. ogarnia mnie prawdziwie niemęski w swojej męskosci smutek, budujacy jedynie poczucie beznadziejnosci. chce mi sie plakac i wkurwiam sie, ze mialas czelnosc tu trafic, ze wiesz to wszystko, ze po co, ze dlaczego mysle. ze zalewasz sie watpliwosciami zamiast poddac sie chociaz-i-az-temu-co-jest.
nie chce od znowu euforii wczoraj do znowu depresji dzisiaj. jesli nie umiesz cieszyc sie tym co jest, jesli wciaz niezadowolona wciaz wymagasz, wciaz powtarzasz ‚no powiedz’, wciaz uciekasz, potem wracasz i proponujesz zebysmy sie polozyli, kladziesz sie kolo mnie, tak ze nie widze nic na swiecie poza toba, tak ze wreszcie nie mysle o tym co zle i niedobre, tak ze potrafie czuc radosc i szczescie, tak ze dobrze mi blisko ciebie, i to wszystko tylko po to zeby na nastepny dzien zalac sie watpliwosciami. i jesli ty to wszystko, to ja ci mowie, ze to boli.
nienawidze teraz slow.

to-nie-boli?

1 komentarz

dziękuję Ci za wiarę, za cierpliwość Ci dziękuję.
nie jest trudnym obiecac komus swoj swiat. wyzwaniem jest tej obietnicy dotrzymac.
nie mogę nic obiecywać. nie chcę, bo Cię szanuję. jest za wczesnie. za szybko. za dużo oczekujesz.
mam tylko cichą nadzieję, że rozumiesz. ze rozumiesz, ze nie jest mi wcale a wcale latwo.
i jest mi okropnie nieprzyjemnie, ze trzeba sie ze mna tak cackac :)

bezpiecznie okryty kocem.

i stołek, ktory sam podstępnie przechylal sie w Twoja strone, tak że aż nie wiedziałem czy go skarcić, czy mu dziękować. i frywolne swiatlo swiec, tak ulegle skradajace sie po Twojej twarzy.
i michałki spod hanki.
i dotyk, o bogowie! nikt tak nigdy.
i zdanie, ktoremu zaufalem.
ze chcesz mojego szczescia.
tak proste, a wydalo mi sie tak szczere i prawdziwe. szokujaco wypelnione dobrocia.
chwile te chwytam lapczywie i rozkladam na czesci, aby ponownie je potem zlozyc. utrwalaja sie w pamieci.
zebys Ty wiedziala co sie dzieje w mojej glowie. ba! zebym ja to do konca wiedzial.
duzo mysle o Tobie przed snem.
duzo mysle po.
i nie wiem czy to dobrze, ze tak duzo myslisz mi sie w lozku.

pragne bliskosci. pragne tak jak niczego innego na swiecie. ale prawie wiem, ze bede tez podswiadomie przed nia uciekal. to nie jest najlepszy model przywiazania, tym bardziej dla Ciebie.

czas nie istniał. i dobrze mu tak :)

powoli.

polamalem sobie kosc piętową, dzieki temu troche inaczej patrze na zycie. jest fajnie. rzucam palenie. ani jednego od pieciu dni. polecam plastry nikotynowe, powoli zmniejszam dawkę.
staram się jeść regularnie. spać regularnie. jak się podgoję zacznę chodzić na basen. dzisiaj zagłosowałem na Tuska. pewnie ze względu na wzgląd, że nie wyobrażam sobie naszego kraju reprezentowanego przez Kaczora, albo pozostałych idiotycznych figurantów, kandydujących na urząd prezia.
notkę piszę z ogródka, jest słonecznie, baterie trzymają, bluetooth działa. czego chcieć więcej? szkoda tylko, że robi się coraz chłodniej.
wydaje mi się, że wychodzę z marazmu. dlatego wydaje, ponieważ na początku poprzedniego roku akademickiego było to samo. ogromne chęci, pełno zapału do życia, do nauki. na horyzoncie pojawiła się jednak miłość i wszystko pokrzyżowała. brzmi paradoksalnie, bo tak też teraz to widzę.
sytuacja się powtarza, znowu wspaniała kobieta na horyzoncie. zacząłem ją nawet idealizować, czego od dawna się wystrzegałem.
życ swoim poukładanym, i wreszcie regularnym życiem, czy znów ryzykować i narażać się na niepotrzebne koszta emocjonalne, spotykać się, zauroczyć, dotykać, przytulać, słuchać jej wspaniałego głosu, podziwiać jej uśmiech i spojrzenie, drążące mnie gdzieś tam głeboko, tak jak dawno już nigdy nic…
poczekam. nie chcę znowu kobiety, tak szybko, tak bardzo przy mnie. na miłość jestem za słaby, a wakacyjne podboje mi się przejadły. idę robić swoje. czy będę konsekwentny? ;)

fajnie.

1 komentarz

tylko po co o tym pisać, bezcześcić słowami?

nie ma

3 komentarzy

już Natalii.

nie ma już problemów. czuję się lepiej, rzekłbym dobrze.
tylko czemu to wszystko trzeba na własnej dupie przeżyć, żeby zrozumieć?

depresja, obsesja i sesja.
chciałbym już być sam.
nigdy nie idealizujcie kobiet. w głębi duszy to egocentryczne suki.

są*

Brak komentarzy

upadki i wzloty.
kochamy się z Natalią. taka miłość się już więcej nie powtórzy. doceniam to co razem stworzyliśmy. czasami boję się o nią, czasami mam jej dość. jednak nadal ją kocham. coraz bardziej. dużo się przy niej nauczyłem. też okazywania uczuć najbliższym. życie staje się piękniejsze.
brak mi internetu na studiach.
a sesja zaliczona.

*notka z rodzaju zapchajdziury – czy dalej będę tak pisał co dwa miesiące?


  • RSS