Granie na futach trochę wypacza psychikę. Człowiek cieszy się ze spadków. Jednak trzymanie teraz kapitału w polskich akcjach na dłużej dla mnie osobiście jest zbyt ryzykowne. Nawet sprowadzając sytuację do kwestii komfortu psychicznego – lepiej mi bez.
Zadziwiająca jest nagonka zarządzających funduszami, że to już u nas dno. Czyżby ktoś /panicznie/ bał się paniki? Tak wczoraj jak i dzisiaj mowią podobnie. Trochę rozumiem przywiązanie do naszych papierków, tak samo miałem w sierpniu, ale to czas chyba się pożegnać na jakiś czas, bo stosunek ryzyko/potencjalny zysk jest dla mnie trudny do zaakceptowania, ze znaczną dysproporcją na korzyść tego pierwszego.
Takie są moje odczucia.

Pewnie jeszcze nie raz pojedziemy na kilku spółkach, ale czas zacząć liczyć się z kasą.
Taki teraz hmm.. trend. Najlepiej z nim nie walczyć, a priorytetem nad „a może zarobię?” niech będzie lampka „ochrona kapitału”.
To mówiłem ja, dziecko hossy.
Najbliższe wsparcie na futach 3590-3600? Czy mam rację? Czas pokaże. Może już wkrótce odbicie. Jednak trend pozostaje.

O ile nie zacznie sie paniczna realizacja zysków na wszystkim i wszędzie, myślę że złoto ma szansę drożeć do wiosny. Wciąż też obstawiam, że ropa przebije 100$. Czas chyba też powoli uczyć się grywania na walutach.

Jeszcze jeden fakt czyni dla mnie obecną sytuację oczywistą, mianowicie w sierpniu impulsem do szybkiego odreagowania na giełdach była nieoczekiwana obniżka stóp procentowych w USA. Warto zadać sobie pytanie co mogłoby być takim impulsem dziś? Poza skrajnym wyprzedaniem rynku. Chyba jednak nie ma cudów.
Przy poprzednich korektach na Polskim rynku trwała hossa i napływ kapitału. Teraz kapitał płynie do krajów z kręgu BRIC, czyli Brazylia, Rosja, Indie, Chiny. Co nie zmienia faktu, że w np. dzisiaj Chinach była również ostra korekta. Popatrzcie z kolei na Brazylię, Rosję. Jeśli potrwa jeszcze hossa, to możliwe że właśnie w krajach BRIC. Raczej nie u nas.