dziękuję Ci za wiarę, za cierpliwość Ci dziękuję.
nie jest trudnym obiecac komus swoj swiat. wyzwaniem jest tej obietnicy dotrzymac.
nie mogę nic obiecywać. nie chcę, bo Cię szanuję. jest za wczesnie. za szybko. za dużo oczekujesz.
mam tylko cichą nadzieję, że rozumiesz. ze rozumiesz, ze nie jest mi wcale a wcale latwo.
i jest mi okropnie nieprzyjemnie, ze trzeba sie ze mna tak cackac :)

bezpiecznie okryty kocem.

i stołek, ktory sam podstępnie przechylal sie w Twoja strone, tak że aż nie wiedziałem czy go skarcić, czy mu dziękować. i frywolne swiatlo swiec, tak ulegle skradajace sie po Twojej twarzy.
i michałki spod hanki.
i dotyk, o bogowie! nikt tak nigdy.
i zdanie, ktoremu zaufalem.
ze chcesz mojego szczescia.
tak proste, a wydalo mi sie tak szczere i prawdziwe. szokujaco wypelnione dobrocia.
chwile te chwytam lapczywie i rozkladam na czesci, aby ponownie je potem zlozyc. utrwalaja sie w pamieci.
zebys Ty wiedziala co sie dzieje w mojej glowie. ba! zebym ja to do konca wiedzial.
duzo mysle o Tobie przed snem.
duzo mysle po.
i nie wiem czy to dobrze, ze tak duzo myslisz mi sie w lozku.

pragne bliskosci. pragne tak jak niczego innego na swiecie. ale prawie wiem, ze bede tez podswiadomie przed nia uciekal. to nie jest najlepszy model przywiazania, tym bardziej dla Ciebie.

czas nie istniał. i dobrze mu tak :)

powoli.