inteligent blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2004

„nasycenie rozczarowuje, możliwości nigdy” – Soren Kierkegaard

Darii wyślę bloga z dopiskami od serca. Listem tradycyjnym. Przynajmniej marzę o tym, wyobrażam sobie jej piękne ciało w dreszczach, jej neurony przekazujące sobie impulsy elektryczne, serotoninę uwalniającą się w jej mózgu. Wszystko pod wpływem moich okaleczonych spisaniem myśli. Wyobrażam sobie jej rosnące szczęście w miarę czytania, strach przed tym co dalej kryje tekst, rozkosz i żal razem wzięte – wkrótce się przecież skończy to co czyta. Nie chciałaby jednak przestać czytać, a ja dalej potrafiłbym dla niej pisać. Nie mam jednak ochoty przygotować tego dla niej. Czy to lenistwo, czy wola? Może egoizm pisania tylko dla siebie? Może nie ma to już żadnego znaczenia, a może wcale nie chcę znaczyć dla niej więcej. Chcę jedynie, aby pozostała w mej pamięci jako obraz doskonałości, zdeformowany przez moje subiektywne pojmowanie. Kocham ją za jej nieosiągalność. Uwielbiam marzyć o jej nagości. Zamykam wtedy oczy a moja dłoń dostarcza mi rozkoszy w najprymitywniejszej formie. W takich momentach czuję ją przy sobie najdoskonalszą, bo stworzoną w mojej głowie. Wiem, że poznanie bliżej jej cielesności skończyłoby w moim życiu piękny etap. Zakończyłoby powracające czasami marzenia o odkrywaniu jej reakcji na stymulacje, o obserwowaniu jej twarzy i ciała podczas orgazmu, który bym jej dawał. Jej krzyk i cichutki pomruk przeszywałby moje ciało, dając największą rozkosz mojemu umysłowi. Rozkosz jaką daje sprawianie przyjemności innej osobie. Kupiłbym jej też kwiaty bez okazji. Zabrałbym ją na koniec świata, mijalibyśmy miliony szarych ludzi. Liczylibyśmy się tylko my. Stanowilibyśmy jedność, słuchając mojej ulubionej muzyki i oddając się chwilom zapomnienia i duchowej konsternacji. Potem może nostalgia i chęć porzucenia się w wir samotności i porzucenia zbędnych balastów, jakimi mogłaby okazać się Daria z przyległościami, opowiadająca o problemach jej codzienności. Dlaczego zmusza się ludzi do akceptowania codzienności. Tak chciałbym istnieć w beztrosce, w swoim własnym, lepszym świecie. I zabrać ze sobą kobietę. Do końca życia jako dziecko w dorosłym ciele. Pod koniec siwy, ale ciągle dziecko. Cieszące się ze swoich literek dziecko. Czy śmierć jest na coś sposobem? Może mam jakiegoś raka? Wątpliwe, ale może mam. Czy byłbym wtedy szczęśliwszy, umierając młodo, tak litościwie przez wszystkich kochany. Czy litość nie jest najbardziej upokarzającą formą miłości bliźniego? Ci wszyscy ludzie skomlący o litość, gdy wykrzykują nadmuchane słowa grożące światu swoim samobójstwem. Wiedząc o bliskiej śmierci miałbym czas na rozmyślania, nie musiałbym martwić się jutrem i nie wiedziałbym jak wygląda starość, nie zobaczyłbym człowieka, lądującego na marsie. Nie zobaczyłbym wielu wojen ani wielu śmierci. Nie doczekałbym rewolucyjnych odkryć, definiujących ostatecznie działanie naszego mózgu. Nie doczekałbym tak wielu rzeczy. Chyba nie chciałbym umrzeć za marnych kilka lat. W końcu marzę o pięknych chwilach starości. Oczyma wyobraźni widzę swoje wnuki, czytające co zostało po ich dziadku. Stojące nad moim grobem tłumy. Spełnienie w śmierci. Tak bardzo chcę, aby spełniło się marzenie ludzkości o nieśmiertelności. Tak trudno jest mi nie wierzyć w Boga, zakłądając za prawdziwe jedynie tu i teraz. Tak bardzo chcę móc widzieć co będzie potem, przemierzać wszystkie światy i odkrywać co nieodkryte. Tak bardzo marzę, jak wszyscy ludzie, o nieśmiertelności moich myśli. Tak niewyobrażalnie chcę trwać. Wiele czasu poświęcam niepotrzebnie na zastanawianie się, czy warto. Tak kocham chwile cierpienia i uniesień, że wiem tylko jedno – warto.

Chyba wcale nie chcę poznać Darii bardziej. Czy to mogłoby się udać, czy za 10, 20, 120 lat ona umiałaby leżeć ze mną, patrzeć w niebo pogrążona w nicości, zachwycona pięknem chwili, spędzanej na działce na wsi, ostatecznie na cmentarzu, zawsze razem. A wnuki przychodziłyby i mówiły do grobu. Czy ona umiałaby się ze mną zestarzeć? Nie chcę już się zawodzić, a jednocześnie pragnę być nienasyconym. Można chyba pozostawać nienasyconym umysłem jednej osoby do końca życia. Marzę, aby jakaś osoba się taką okazała, aby potrafiła perfekcyjnie oddawać swoje myśli za pomocą słów. Pomogę jej. Czy dam radę? Czy warto tego uczyć, jeśli nauczana latami, rzuci mnie nagle w kąt w imię kaprysu? Tak boję się samotności, a jeszcze bardziej boję się związku z drugą osobą. Tyle we mnie strachu i niepewności. Czasami wydaję się sobie ogarnięty jakąś chorobą psychiczną. Moje marne 19 lat życia tak ukształtowało mój umysł. Szkoła, praca, pieniądz, codzienność nie zabiła we mnie jeszcze człowieka i tego, za co tak kocham rodzaj ludzki. Tego co dziś tak rzadkie i tak trudne do odkrycia w ludziach. Co to właściwie jest? Niezmącony człowiek bliski doskonałości, człowiek w najlepszej sobie pierwotnej formie, czy nikomu niepotrzebny śmieć, zapatrzony w siebie i swoje myśli, poszukujący z utęsknieniem podobieństw do siebie na świecie. Podobieństw, które niektórzy odnajdują w hip-hopie gdy ziomki baunsują czując bita, podobieństw, którym śmieję się w twarz bagatelizując ich banał, za kolejny przykład podając wyśmiewanych wszędzie cool kidsów. „Jak mi niedobrze, jak mi źle, oł je.” I o tym można pisać, i również jest to na swój sposób piękne przecież chyba. Inni jeszcze unoszą się ponad sfery codziennej świadomości pod wpływem ecstasy i innych substancji, nagradzających niezasłużenie ich ciała i umysły. Wyniszczają się w imię trwającej chwilę przyjemności, okupionej ogromnymi zapewne stratami, których – póki co – nie są w stanie odczuć.

Dużo u mnie pytań retorycznych, tak wiele we mnie niepewności, tak wiele wątpliwości. Taki jest świat.Chciałbym aby istniał Bóg, aby na wszystkie moje zadane w życiu pytania odpowiedział i zaspokoił moją niepewność. Kiedyś, po śmierci dostałbym od Boga wielkie tomisko odpowiedzi na pytania, które zadałem przez całe swoje życie. Chciałbym wtedy przeżyć każdą chwilę jeszcze raz, znając odpowiedzi. Jakie wszystko byłoby nudne i bezbarwne, gdybym znał odpowiedzi, gdyby nie było nigdzie tajemnic. Ale po śmierci, mając do dyspozycji wieczność? Czemu nie. Ładnie :)
Po co trwać wiecznie? – zadaję to pytanie. Kiedyś mi odpowiesz, Boże. I wybacz mi moje wątpliwości, wybacz że wątpię w Twoje istnienie i nadal wątpić będę. Jestem ‚tylko’ człowiekiem. Wybaczysz, bądź nie. Zrozumiem – jestem ‚tylko’ człowiekiem i poddanie się Twej woli uznam za naturalne.
Czyżby? Czy nad człowiekiem musi ktoś stać, czy hierarchie są w naszym życiu potrzebne? Czy nie potrafilibyśmy być dobrzy bez tego? Zapewne chciwość i chęć przetrwania, zakorzenione w nas, nie pozwoliłyby nam samym na umarcie z głodu, na trwanie w nędzy. Tak rodzi się zło. Wynika z dążenia do swojego dobra, z jego braku. Po co systemy zależności, od niewolnictwa, przez hierarchie zakładów pracy, hierachię natury, na ważności naszej planety w świecie kończąc? Czy może też ja, jako część ludzkości, wraz z nią, stanowię najwyższą formę istnienia? Co jest poza? Stawiam kolejne pytania. Chcę trwać, bo łudzę się, że nauka pozwoli mi poznać więcej odpowiedzi, sprawiających wrażenie prawdziwych.

I po co te wielkie słowa, po co to wszystko?
Wierzę w ludzi. Wierzę, że pod pokrywką nużącej codzienności, każdy człowiek jest cudowną istotą. Znajdując sposób na dotarcie do niego za pomocą jakże prymitywnych środków – słów wydajemy się być szczęśliwśi. Czemu tak trudno jest dzisiaj dotrzeć. Czy jako jedna wielka zbiorowość, jedna wspólna świadomość – coś jak Borg ze Star Treka – bylibyśmy lepsi? Świat dąży do tego samoistnie, ale słowa – pisane, mówione – są tak prymitywne, tak ograniczają i wypaczają. Czy kiedyś ludzie zaznają szczęścia, odrzucając uprzedzenia, komunikując się ze sobą za pomocą myśli? W świecie bez wyzwań, gdy każdy będzie wiedział o każdym wszystko, gdy nie będzie kłamstw. Czy nie będzie to wszystko jedną wielką paranoją społeczną, gdzie każdy nie robi nic, co mogłoby być złem. Chyba nie nadążam za własnymi myślami. Pełne są bzdur. Za późno już. Czwarta w nocy. Wyląduje to wszystko w pliku tekstowym i nikt tego nie przeczyta. To mnie pociesza, a jednocześnie wypełnia nienasyceniem. I za to nienasycenie dziękuję. Za możliwości. (a jednak chęć pokazania ‚światu’ zwyciężyła – przyp. ja)

Inspirowane życiem moim i odrobinę Sorena Kierkegaardahref> wraz z jego przemyśleniami, które znam zresztą jedynie szczątkowo.
Inne inspiracje do przemyśleń:
pamietnik-zmarlego.blog
kiedy-umre.blog
Narkotyki: zło tkwi w nas, nie w substancji – fenomenalny tekst.
filmy: Requiem for a Dream (genialny, fantastyczna muzyka i przerażenie), Że życie ma sens (na marginesie – słaby), Fear and Loathing in Las Vegas (nużący), Kids
i wiele innych

krzyk

Brak komentarzy

moje słowa psują mi życie
wytnijcie mi kawałek mózgu
chcę być warzywem, które zjedzą
zapatrzeni w siebie

wszyscy

nie myśląc o konserwantach.


  • RSS