inteligent blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2003

Lubię:

4 komentarzy

jednoślady, przyspieszenie, prędkość, dalekie wyprawy, ścinanie drzew, pośladki, morze, gwiazdy, namiot, muzykę, samotność, skoki spadochronowe, zachód słońca, dobre towarzystwo, wyszukane osobowości, opakowania zbiorcze, chrzan, ser, piwo, ciemność, dobry film, lato, zimę, uśmiech.
To tak pokrótce.

Dzieciństwo. Lekcja religii. „Moja wizja nieba” – taki oto temat mieliśmy przelać kredkami na papier. Działo się to w pierwszych klasach podstawówki. Narysowałem jakiś wielki basen, mównicę, z której codziennie przemawiał Bóg, zapodając różne ciekawe tematy do przemyśleń i późniejszej kontemplacji. Całe to niebo było przepełnione licznymi przyjemnościami, które wzbogacały wewnętrznie. Była też biblioteka, w której ksiązki czytało się, dotykając je. Wszyscy pisali i czytali, każdy miał na to czas. Wreszcie człowiek mógł się skupić na samorealizacji. Bez biegu, trosk i strachu.
Tym bardziej dumny byłem ze swojej pracy, bo wszyscy inni malowali jakieś postacie, które to musieli podpisywać (np. Święty Piotr). Nic z refleksji. Tylko proste obrazy, wpajane przez pismo święte.
Siostrze moja wizja nie spodobała się. Zburzyła to wszystko, stawiając mi tylko trójkę i komentując moją pracę słowami, które zabrzmiały jak wypowiedziane głośno słowo: „Bzdury!”. Zburzyła moje marzenia, moje wyobrażenie o pięknie, na które warto byłoby czekać.
Druga sytuacja, która zapadła mi w pamięć, to rozmowa o życiu po śmierci. Mówilem o moim kochanym piesku. Wszyscy w domu kochamy go jak członka rodziny. A siostra brutalnie mówi mi, że zwierzeta nie są istotami rozumnymi i do nieba nie wędrują. Można to chyba było delikatniej dziecku powiedzieć?
Później kulminacja: spowiedź, na której jako dziecko, wyzwany zostałem od najgorszych. Ksiądz stary i zepsuty, wydzierał się tak na każdego spowiadającego. Do mnie trafiło. Zabolało, bo w mym odczuciu wszystko, co mówił było nieprawdą. Myślał zapewne, że będę pokornie płaszczyć się przed nim i przed bogiem, którego on to z dumą reprezentuje. Myslał, że ukazuje wzór do naśladowania? Księża kazali biedakom płacić za odpusty, czarownice topili, niewiernych zabijali, a dziś wydziera się taki ksiądz na dzieci, mówiąc, że są nic nie warci. No i tacy się ludzie zdarzają. Ale tacy księża? Przekręty i burdel w tym kościele. Istny burdel. A wszystko po to, żeby ludzie wiedzieli, jak miłować bliźniego. Potrzebne komuś te stresy? Powiedziałem więc „nie” kościołowi. Przy okazji niestety również bogu. Ja w boga jako takiego raczej nie wierzę, jednak ostatnio powątpiewam w brak czegoś ponad nami. To chyba pozytywna oznaka. Człowiek zawsze marzył o tym, aby być wspaniałym, nie tylko cielesnym stworzeniem. Marzył, aby po śmierci przemierzać inne sfery, poznawać i odkrywać nieskończoność. Zadawać pytania i dostawać odpowiedzi. Na każde z nich. Czy to by się nam jednak nie znudziło? I to jest dobre pytanie.

Znowu to robię. Ściągam muzykę, której słucha kobieta. gdy poznaję nową osobę, a jeśli jest ona niedostępna, jeśli jest daleko, albo ja nie chcę, żeby mnie poznała, boję się, to ściągam filmy i muzykę, którą ona kocha. Które coś dla niej znaczą. W myśl zasady, że ludzie stają się tym, co czytają, słuchają, oglądają. Dlaczego jesteśmy tak daleko? I dlaczego, jak to ona pisze – ludzi takich nie poznajemy w życiu codziennym. Może wszyscy tu są bardziej skryci, a tekst pisany łatwiej osnuć nutką patosu. Nawet, jeśli mieszkałaby byłaby bliżej mnie to co? Czułem, że mam nad nią przewagę. Wiem o niej tyle, kiedy ona nie wie nic. Teraz już wie, bo była tutaj. Też miłe. Boli mnie tylko, że nie widzę takich kobiet tutaj, w swoim otoczeniu. Same pochodne milenki. (Znacie państwo szanowni milenkę, któa nagrała dla chłopaka kasetę magnetofonową w formie listu? Szczyt głupoty dzisiejszej szalonej dwunastki.)
Czemu nie mogę tu znaleźć trzeźwo myślącej kobiety w moim wieku z klasą i kasą, kochającą kino, mającą jakieś ambicje i będącą lśniącą perełką w dolinie rozpaczy.

Nie to pora i miejsce, ale taki poruszony jestem, że muszę przedstawić moje odkrycie w sieci.

www.natalia-paranoja.blog.pl

Cudo. Ona jest jak ja, tylko lepsza i bardziej. Przy takiej wreszcie czułbym się dobrze.

„I gdy tak uwijałem się między talerzami, ręcznikiem, bigosem i woskiem [andrzejki] jedna z pań rzuciła tekst: „No i patrzcie, po co mu Kobieta, kiedy on tak świetnie sobie ze wszystkim radzi!”
No i chyba dotknęła istoty problemu. Kobieta jest mi potrzebna i to bardzo, bo przydałby się ktoś, kogo mógłbym kochać bardziej niż siebie samego, tyle, że skoro sobie tak świetnie radzę, to zaskoczyć mnie może tylko Kobieta, która radzi sobie przynajmniej tak dobrze, jak ja. A taką znaleźć… Ech… Szkoda słów…” pochodzenie cytatu: www.sfrustrowanyfacet.blog.pl

Dokładne jest to odzwierciedlenie myślenia mego. Czuję się, jakbym znalazł tą, która mnie ogarnie i pokazując mi siebie, uczyni mój świat piękniejszym.
Stwórco (jesli jestes, czymkolwiek jesteś, choćby i tylko ewolucją) pobłogosław blogi!

A ja robię przerwę w czytaniu, jak z dobrą książką – boję się, że się skończy i odkładam więcej przyjemności na później.

***

3 komentarzy

///Daria jest jak makaron, upadający na stół, nie chcący odkleić się pod działaniem żadnej ze znanych sił. Próbuję złapać go dwoma palcami, paskudząc tylko coraz to większe połacie stołu. Makaron z gorącego kubka. Niby makaron i niby dobry. Ale tak naprawdę tandetny i niesmaczny.///

Wmawiam sobie, że Daria jest zła. Próbuję znaleźć jakieś racjonalne dowody. Nie udaje mi się.

///Muszę się odstresować. Wytańczyć na dobrej imprezie. Bez dyskusji o sensie życia, o początkach wszechświata, o miłości, podłości, wierze i bez ekspresji słownej. Bez dyskusji, które tak bardzo kocham. Czas na ekspresję fizyczną. Oderwanie się od rzeczywistości. Pozwolenie, by taniec wziął górę nad wszystkim innym, by był ekspresją mojego umysłu. Skomplikowany, zawiły, bezładny, odpychający ale jednocześnie atrakcyjny, ciekawy i przyciągający. Taniec. Taki specyficzny.
Bo ja to nie umiem tańczyć chyba.///

A miałem być skromny. Już zakładając bloga, miałem takie zamierzenia, chociaż nie wyszło mi już z nazwą. Mam nadzieję, że nie zrazi to was, moi odbiorcy. Mam nadzieję, że będziecie chcieli poznawać mój umysł, tak samo, jak ja poznaję go coraz lepiej, pisząc.

(zbieznosc imion wynika zapewne z ukrytych pragnień. tu: daria=nieznana piękność)

mój syn musiałby czytać z encyklopedii. najpierw sam bym mu czytał. byłby ciekawy świata i zadawał multum pytań. ja cierpliwie odpowiadałbym na każde z nich. nie znając odpowiedzi, sięgałbym nie do internetu, lecz encyklopedii, leżącej na półce. na papierze wydrukowanej. ma to uzasadnienia dość oczywiste. to tyle chyba o dzieciach. nie wiem czemu o tych dzieciach, moze o darii wczesniej myslalem. dyktafon jakis muszę kupić sobie. przyda sie na takie piekne chwile. jak np. ta. dyktafon musi byc klasyk. uwalniam myśl, przelewam ją na taśmę i chcac do niej powrócić muszę słyszeć ten świst taśmy, przelatującej nad głowicą magnetofonową. chce po prostu analogowy dyktafon, prosze pana. – powiedzialem do goscia w sklepie.
-…yy.. tam prosto i dalej w lewo, kolega panu napewno pomoze.
roslo we mnie napiecie oburzenia, frustracji i alienacji, potegowane przez tego cwokowatego sprzedawce w glupiej czapeczce z napisem „jak moge pomoc?”.
-dziekuje uprzejmie – odpowiedzialem, opanowujac kompletnie uzewnętrznianie emocji, ktore mna targaly. podazam wiec, zgodnie ze wskazowkami, prosto i dalej w lewo. a tam siedzi jakaś ona, co sie okazuje Daria. bo taką jej dali plakietke, do przyklejenia na cycku. czyli jest tu pewnie na probe. bo jak inaczej uzasadnic jednorazowa plakietke (z nabazgranym z pomocą markera imieniem) na jej obcislym t-shircie, uwydatniajacym jej pociagajace, kobiece ksztalty. patrze tak, podziwiajac ja i po chwili orientuje sie, ze ta chwila trwa juz co najmniej 10 sekund. podchodze wiec do Darii, odrzuciwszy kompletnie uczucie niepewności. Zaczynam zle, bo od przedstawienia sie. Bo niby po co przystojny, samotny facet, z dobrą pracą i usmiechem na twarzy, przychodzi do sklepu i przedstawia sie jakiejs praktykantce. Kompletnie to nie trzymalo sie kupy, wiec ona zwyczajnie wiedziala co sie kroi. Jej umysl nakreslil kontury przyszlego swiata, ujrzala projekcje naszej wspólnej przyszłości. Juz w tych kilku pierwszych sekundach naszego kontaktu wiedziala co i jak. W momencie zetknięcia się naszych dloni ona widziala nasz domek na wsi, nasze wspaniale dziecko, czy dzieci, z ktorych, umierajac jestesmy dumni. Czyli tak od F do Z, jesli chodzi o alfabet zyciowy. Przynajmniej ja myslalem, ze to byl domek. Ona najwyrazniej niekoniecznie. Pewnie myslala o weekendzie, w ktorym jestem razem z nia, i to bardzo, ale jak swinia. O jakiejs nocy w lozku. Zostawiam ja potem. Czy ona tak myslala? Ktos raczy wiedziec. Ona sama.
Szkoda, ze jej juz nie ma. Odeszla. Przestala istniec wraz ze mną, wychodzącym ze sklepu bez dyktafonu i bez koncepcji na życie w ciągu najblizszych paru dni. A takie ladne były dzieci.

[film mode='off']

pointa: ale dyktafon to jednak fajnie byłoby mieć…

Daria (w trybie oszczędności znaków): TAKtoJUZzeMNAjest. NIEjestemGOTOWAnaCOSwiecej… boZAduzoRAZYdostalamPO… BOJEsieZEcieSKRZYWDZE. ALEchceUTRZYMYWACzTOBAkontaktI spotykacSIEczasami. pozdrawiam

Ja do Darii (po spotkaniu, na którym okazało się, że ona, mając 21 lat i studiując zaocznie, nie ma czasu na faceta w swoim życiu. (?) Razem 15 sms-ów.):

1)”Gdzie bylem przez te 4 lata?”. Kiedys by bylo inaczej? Wiec zaluje, ze tak pozno. A teraz boisz sie? O siebie, czy o mnie? Dobre mam to wino. Z jednej strony o mnie. Nie powinnas. Mowisz o carpe diem, a boisz sie, wcale nie wiedzac co dalej. Nadal bedziesz mym takim idealem. Fizycznym i psychicznym. Przynajmniej na tyle, na ile Cie poznalem. A chcialbym bardziej poznac. Czemu boisz sie czegos wiecej? W sobote nie balas sie. Pokolorowalas mi swiat…>

2)a teraz zabierasz mi kolory.Bylas malarzem i spakowalas farbki. Wrocilas do swej piaskownicy.Nie dzielisz sie. Ja nie ograniczam. Powiedz tylko, ze nie jestem dla Ciebie. Ze nie takiego czlowieka szukasz, zeby towarzyszyl Ci w szczesciu i trudzie. Powiedz to, a bede juz na zawsze tylko i wylacznie Twoim znajomym, takim luznym. Uwolnij mnie z tego cudownego uczucia, ktore nastawilo mnie tak pozytywnie do zycia. Powiedz, ze nie mam,nie moge o Tobie marzyc

3)a przestane. Wystarczy kilka prostych slow. Jesli jednak zdecydujesz sie na wspolne piwo od czasu do czasu, to bede nadal zyl nadzieja na lepsze, piekniejsze jutro. Bede zyl nadzieja. Tyle zycia przeminie.Chcialbym, zebys sie przyde mna otworzyla. Pokazala siebie. Zobaczyla jakim jestem. Chcialbym, zebys to docenila. Pewnie duzo bym chcial, ale dla mnie to jest wszystkim. Dzisiaj i przez pare ostatnich miesiecy Ty wyznaczalas mi tor. Bieglem jak szalony

4)z usmiechem na twarzy po pierwsze miejsce. Nie odpowiada Ci tak wiele, a zarazem tyle Cie urzeka. Boisz sie byc przy mnie naturalna, mimo ze teoretycznie nie powinno zalezec Ci na mojej opinii. Ja sie nie poddam wiec. Chyba, ze na te wszystkie literki napiszesz mi jakies jedno wymowne slowo. Wiec decydujesz teraz o mym zyciu. Skazujesz na wieczne udreki w postaci uwielbienia Twej osoby, albo mowisz „spierdalaj”. Trudne? Nie. Zastanow sie tylko.

5)jakie sa konsekwencje twojej decyzji. Ja nie rozumiem tylko, dlaczego nie chcesz niczego sprobowac. Nikomu to na prawde nie zaszkodzilo. Nawet, jesli bedzie to blad nasz, w co watpie, to wyniesiemy z niego jakies madrosci, wartosci… Chcialbym miec Twoje zdjecie. Trzymalbym je w jakim schowku. Wyjal za 40, czy kilkadziesiat lat i powiedzial jakies fajne zdanie. W mojej pamieci bedziesz zawsze. Eh, bo nie wiedzialem, co napisac i tak wyszlo.

6)Oj cos malo masz miejsca wolnego :)

Raporty przychodzily długo. Ciekaw jestem, czy ona przeczytała mój wywód w całości. Tak bardzo chciałem wtedy wewnętrznie, aby go sobie zapisała. Aby to, co napisałem, coś dla niej znaczyło.
No i odpisała:

Daria: NIEmaszPRAWAmowicZEjaZADECYDUJEo TWOIMzyciu! kazdyZnasSAMdecyduje! SAMwalczyOsiebie! jaNIEmowieZEnieBEDZIEMY „razem” aleJESZCZEnieTERAZ. jaNIEmoge.. dziekujeZAwszystko.

I jak tu sie, kochani, nie załamać? To, co sprawia mi największy ból, to fakt, że tylko do niej potrafiłem tak pisać Robiłem to jakby w transie, kompletnie nie zastanawiając się nad tym co piszę. Chciałbym móc dalej pisać do kogoś. Piszę więc tutaj, tak niby do siebie, a jednak nie. Kurwię się. Może to infantylne jest. :/

poźniej było różnie… poprzez:

Ja: Juz wiem o ktorej wstajesz :) obudzilem sie za wczesnie, kolo 5.30. Najpierw chwycilem za „mezczyzni sa z marsa, kobiety z wenus” marzac, aby lepiej zrozumiec „swiat”, ale ostatecznie cos mnie tknelo, aby pobiegac. O 6.10 wybieglem z domu, zrobilem rundke i 6.35 bylem w domu. Teraz w wannie i raport :)

i takie:

Ja: „Piekna kobieta podoba sie oczom, dobra kobieta – sercu. Pierwsza to klejnot, druga to skarb.” Napoleon Bonaparte. Tys mym skarbem, a piekno Twe zdobione najszlachetniejszymi klejnotami.

I inne tego typu.

Patrząc na nią widzi się damę. Prawdziwą kobietę. Kobietę z klasą i błyskiem w oku. Samodzielną, niebanalną, zadziorną, ciepłą, otwartą, seksowną i kobiecą. Ładną i zgrabną. Wyrafinowaną i taką, która byłaby dla mnie intelektualnym wyzwaniem. Reszta wyszłaby w praniu.
Czemu nie? :/

Witam wszystkich serdecznie. Wbrew temu, co mogłaby sugerować pierwsza moja notka, nie będzie tu tylko o miłości. Będzie o wszystkim. Taki blog, aspirujący do miana niestandarowego, czekający na docenienie, chociażby przez komentarze.

Więc zaczynamy część praktyczną:

cztery lata temu chodzila ze mna do szkoly taka pieeekna kobieta. po prostu cudo wszechczasow, ktore mogloby urodzic moje dzieci i byc moja zona, pozostajac w moich oczach caly czas tak samo piekna (…). dwa lata temu juz nie chodzila – poszla na studia. zawsze zwracala moja uwage, a moje oko podazalo za nia. w koncu w czerwcu tego roku zauwazylem ja z kolezankami w szkole. przyszla powspominac i poopowiadac o zyciu swojej dawnej wychowawczyni. no wiec ja za klamke, i poprosilem ja wlasnie na momencik. ona zdziwiona: -mnie eeee?
mialem wiec juz jej numer.
potem kino i kawa o polnocy. o pierwszej koniec randki.
potem dlugo, dlugo nic
az wreszcie w ktoras z ostatnich sobot, spotkalismy sie na salonie (dyskotece wiejskiej). zyskalem miano fajnej osoby wsrod jej znajomych i niej samej. zakochalem sie w jej poczuciu humoru. w tancu, ktory rezyserowalem slowami, a ona grala moje role. nie machalem po niej penisem, bo nie bylo to w mym guscie wyobcierac sie o kobiete, tak slabo ja znajac. nie przyniosloby mi zadnej wiekszej satysfakcji.
jedna z jej kolezanek stwierdzila pozniej, ze sie mnie boi, bo nie zna nikogo w moim wieku, kto bylby tak inteligentny.
a daria nie chce nic tworzyc. boi sie czy co? glupia jakas.

w tym miejscu podziekowania for Johhny.

Johhny: historia świetna i fajnie opowiedziana … a ty nei masz bloga??
Ja: no wlasnie nie posiadam, nad czym ubolewam odrobine :E
Ja: pewnie fajniej by mi bylo jakby jakis debil wpisywal sie w komentarzach
Ja: streszczajac moja osobe w kilku slowach. i dorabiajac do mnie swoje wlasne ideologie.
Ja: pierdoły leśne

Tym optymistycznym akcentem kończę tą, niosącą wielkie przesłanie, notkę.


  • RSS